zejscie z chodnika. po co wygodnie zejść po kostce, skoro trawnikiem się da...?
wtorek, 24 lutego 2009
sobota, 14 lutego 2009
środa, 11 lutego 2009
39
zaczęło się niewinnie bardzo.
zeszłam rano wściekła, bo śnieg zaczął padać - czyli musiałam auto odśnieżyć.
po wyjściu z domu rano ukazał się moim oczom widok niecodzienny - moje auto zaparkowane, w miejscu średnio do tego przeznaczonym, bo tuż koło schodów i utrudniający dostęp do śmietnika, ale nie blokujący go całkiem, natomiast koło mojego auta stał drugi pojazd - uwieczniony na zdjęciu w lewym górnym rogu (tak, tam było wciśnięte moje auto, i nie, nie jeżdżę maluchem czy innym smartem) (vide drugie zdjęcie od góry po lewej stronie, nie moje to auto, ale tak stałam, tylko przodem wjechałam i od strony drzwi kierowcy miałam idiotę, a od strony pasażera - krzaki.
z racji że wsiadałam sama, bez potomstwa, co się naklęłam to moje, ale spoko, dało się. pojechałam do pracy.
wracałam już z potomkinią i wózkiem dla niej (konkretnie: dzieć w wózku po wypakowaniu z auta) i ... tu problem. dostęp do podjazdu zablokowany całkiem (patrz zdjęcia).
wkurzony telefon do straży miejskiej. przyjechali. blokady panu nie zakładali, nie wiem, czy mandat dostał czy co (jakiś kwitek strażnicy w aucie siedząc wypisywali), ale auto przestawił.

/dokumentacja częściowo komórką zrobiona, częściowo - aparatem foto z góry/













